112. Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy, będzie obchodzony w tym roku jak zwykle w ostatnią niedzielę września (27.09.2026). Tym razem pod hasłem: „Nawet jedno z tych dzieci”. Papież Leon XIV kieruje tym samym naszą uwagę na najmłodszych, na tych, którzy w mroku konfliktów wojennych na świecie i często przymusowej ucieczki poza miejsca objęte wojną, brutalną przemocą czy brakiem podstawowych środków do życia, tracą nie tylko domy, ale przede wszystkim to, co jest ich skarbem: pogodne i radosne dzieciństwo.
To właśnie dzieci i młodzież są największą, choć często niewidzialną ofiarą konfliktów. Trauma spowodowana ciężkimi przeżyciami, zbyt ciężkimi nawet dla dorosłych, zatruwa ich życie na dekady, przenosząc się na całe społeczeństwa i kolejne pokolenia przez zewnętrzne rany i wewnętrzne pręgi na duszy i pamięci. Rany często niewidoczne na pierwszy rzut oka: lęk, nieufność, wycofanie, często zapadnięcie się w siebie i zerwanie kontaktu z otoczeniem. Szczególnie boli los dzieci porwanych przez Rosję z terenów Ukrainy – fakt ten, potwierdzony międzynarodowymi raportami, na Zachodzie Europy budzi czasem niedowierzanie: „Czy to prawda?”. Sam byłem świadkiem takich pytań zadawanych mi w Hiszpanii, gdzie geograficzna odległość pozwala funkcjonować tamtejszemu i wielu innym społeczeństwom w swoim codziennym rytmie, zapominając o trwającej tragedii. Odczuwamy ogromny ból, gdy dowiadujemy się, że w Iranie rakiety sił USA i Izraela uderzyły w szkołę podstawową dla dziewcząt w Minab – zabijając blisko 170 osób, w zdecydowanej większości uczennice w wieku siedmiu do dwunastu lat.
Czego potrzebują?
Dzieci i młodzież dotknięte wojną potrzebują przede wszystkim bliskości – stałej, wiernej obecności dorosłych, którzy nie znikają w obliczu alarmów bombowych i strat. Jak podkreśla Dyrektorka JRS Ukraina we Lwowie Inga Dull, nastolatki są szczególnie narażone na bycie niedostrzeżonymi przez dorosłych: mniej widoczne niż małe dzieci czy seniorzy, niosą jednak w sobie ogromny ciężar – utratę bezpieczeństwa, motywacji, radości, zdolności do marzeń oraz możliwości ich realizacji.
Potrzebują zintegrowanej pomocy: schronienia, edukacji, ale nade wszystko wsparcia psychospołecznego, które goi głębokie rany wojny. Rany te dają o sobie znać w konkretny sposób: przez dolegliwą bezsenność czasem trudności z koncentracją, nagłe ataki lęku w reakcji na hałasy, czy mutyzm – czyli utratę zdolności mówienia.
Jezus w Ewangelii nie tylko sam przyjmował dzieci, ale wzywał także swoich uczniów, by nie tworzyli wokół Niego kordonu „ważniejszych spraw”: „Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje” (Mk 9,37). Jeśli los dzieci i młodzieży przestanie być dla nas ważny, to co będzie się liczyć?
Jeśli nasza troska nie ma pozostać na poziomie abstrakcji, musi wyrazić się w konkretach. W programach edukacyjnych dostosowanych do rzeczywistości wojennej – bo dzieci z traumą często nie są w stanie funkcjonować w normalnym tempie szkolnym: potrzebują wolniejszego rytmu, powtórzeń, życzliwej cierpliwości nauczyciela, który rozumie, że zapomnienie materiału może być nie tyle wyrazem lenistwa, co objawem traumy. W JRS Poland pracujemy m.in. z dziećmi ukraińskimi organizując dla nich korepetycje, zajęcia plastyczne, teatralne, Mikołajki czy mini wakacje. Razem z nimi świętujemy Dzień Dziecka wspólnie bawiąc się z nimi, dając chwilę radości i wytchnienia także ich rodzicom i opiekunom. W ten sposób pozwalamy im uczestniczyć także w bezpiecznych rytuałach: stałych spotkaniach, przewidywalnych przestrzeniach, w których mogą w swoim rytmie zdobywać wiedzę. A także odkryć swoje talenty i nimi się ucieszyć. To wszystko pozwala im stopniowo odbudowywać poczucie, że świat ma jakiś porządek. Że mimo wszystko ma jednak sens. Bo dziecko, które uciekło przed wojną, często utraciło właśnie poczucie, że po jednym dobrym dniu może nastać kolejny.
Obecność, która zmienia
Doświadczenie JRS w Ukrainie uczy nas czegoś prostego i zarazem fundamentalnego: obecność ma znaczenie. Mały zespół osiąga wielką zmianę, będąc blisko ludzi w ich zmęczeniu i stracie. Inga Dull mówi wprost: nawet mały zespół może zdziałać coś bardzo ważnego, jeśli nie znika wtedy, gdy jest najbardziej potrzebny. To nie sezonowa akcja, ale moralne wezwanie do stałej solidarności – inwestowania w młodych, by od doraźnej pomocy przejść ku odbudowie przyszłości, która często dla nich nie istnieje.
Papież Leon przypomina słowa Jezusa: „Nawet jedno z tych dzieci”. Pamiętajmy, że każde z nich ma twarz, imię i historię, którą warto usłyszeć. Każde z nich nosi w sobie rany, ale też talenty i marzenia, które czekają tylko na kogoś, kto się zatrzyma. Warto zadać sobie pytanie: czy jestem gotów być tym kimś – przy dziecku ukraińskim, uchodźczym, zagubionym w nowym kraju, w nowym środowisku, w nowej szkole?
Zróbmy krok w stronę dobrej i bezpiecznej przyszłości: wesprzyjmy dzieci tam, gdzie je spotykamy, otwórzmy serca i ręce – bo obecność przy cierpiących jest ewangeliczną odpowiedzią na mrok wojny. Przecież tak właśnie zrobiłby Jezus na naszym miejscu.
