Tym razem zapraszamy do lektury wywiadu z o. Dariuszem Michalskim SJ, Dyrektorem Programowym JRS Poland.
– Darku, na początku powiedz proszę o tym, czym zajmowałeś się przed objęciem misji w JRS Polska. Myślę, że dla naszych czytelników może być bardzo ciekawe usłyszeć o Twoim bogatym doświadczeniu.
– Moją główną pracą była posługa związana z Ćwiczeniami Duchowymi (rekolekcje i promowanie duchowości św. Ignacego, założyciela jezuitów – red. ). Po studiach pracowałem w domu rekolekcyjnym w Falenicy, udzielając wspomnianych Ćwiczeń Duchowych, prowadząc sesje, skupienia. Drugim miejscem mojej pracy była Gdynia, a dokładniej Ignacjańskie Centrum Informacji Duchowej. Następnym miejscem, gdzie charakter posługi był już trochę inny, był Poznań, gdzie byłem przełożonym wspólnoty przez 8 lat. W stolicy Wielkopolski byłem asystentem Wspólnoty Życia Chrześcijańskiego, członkiem zarządu fundacji VINEA. Ale również był to czas, kiedy starałem się towarzyszyć w ćwiczeniach, chociażby razem z WŻCh, organizując np. rekolekcje w życiu codziennym. Dużym obszarem zaangażowania był duży projekt termomodernizacji podominkańskiego kościoła z 1253 roku. Jest to prawdopodobnie termomodernizacja najstarszego kościoła w Polsce.
– Stałym elementem Twojej biografii są Ćwiczenia Duchowe. Rozumiem, że są one Twoją pasją.Kiedy o nich opowiadasz to widać, że są one dla Ciebie ważne i że się realizujesz w tej sferze. Dobre odnoszę wrażenie?
– Tak, dokładnie! Intuicja cię nie myli. Zaangażowanie to nie ogranicza się jednak wyłącznie do dawania ćwiczeń w domach rekolekcyjnych czy w zgromadzeniach zakonnych. Ostatnio głosiłem rekolekcje w Kaliszu w Wielkim Tygodniu. Zawsze staram się wracać do bazy, czyli do ducha ćwiczeń. To one mnie pociągnęły i były początkiem mojego powołania, bo po roku obecności w seminarium warszawskim zdecydowałem się wziąć urlop i pojechać właśnie na ćwiczenia duchowe w nowo otwartym Domu Rekolekcyjnym w Gdyni w 1990 roku.
Ćwiczenia rzeczywiście są takim moim, można powiedzieć, tłem życiowym. To znalazło również odbicie w czterech moich książkach, które nawiązują do duchowości ignacjańskiej. Publikacje te są pewnego rodzaju ich komentarzem. Podobnie z resztą jak liczne artykuły, które są publikowane w różnych czasopismach, również mój blog, wszędzie tam dzielę się różnymi myślami właśnie w oparciu o duchowość ignacjańską.



– Myślisz, że duchowość ignacjańska koresponduje z wyzwaniami, z którymi zmaga się współczesny człowiek, nie tylko katolicy czy szerzej chrześcijanie, ale w ogóle człowiek w obecnej sytuacji kulturowej, w której jesteśmy? Myślisz, że w ćwiczeniach i duchowości można szukać odpowiedzi pytania egzystencjalne człowieka?
– Zdecydowanie tak i świadczy o tym chociażby fakt, że w domach rekolekcyjnych nie ubywa nam osób, które chcą osobiście przejść przez drogę ćwieczeń. Z drugiej strony nie możemy ograniczać Ćwiczeń Duchowych wyłącznie do obszaru rekolekcji czy formacji osobistej. Trzeba wziąć pod uwagę też to, co chociażby robimy tutaj w fundacji JRS. Przekładamy Ćwiczenia Duchowe na trzy postawy, które są odbiciem misji JRS – towarzyszyć, służyć, wspierać. Próbujemy zatem przełożyć duchowość ignacjańską na towarzyszenie najuboższym, najbardziej potrzebującym w sektorze społecznym. Istnieje również bardzo ważny obszar, którym jest pedagogika ignacjańska czerpiąca również z duchowości ignacjańskiej. Zatem można by powiedzieć, że duchowość ignacjańska jest taką bazą, fundamentem i próbujemy jako jezuici przekładać to doświadczenie na codzienność. Co warto podkreślić, robimy to wspólnie z osobami świeckimi Przekładamy pedagogikę ignacjańską na działalność społeczno-wychowawczą i społeczną co znajduje swój wyraz w bliskości i towarzyszeniu biednym, ubogim. Myślę, że pewnie jeszcze znalazłby się jakieś inne sektory, w których można byłoby znaleźć odbicie duchowości ignacjańskiej.
– Płynnie przeszliśmy do JRS-u. Od trzech lat jesteś dyrektorem programowym JRS Polska. Trafiłeś do fundacji w trudnych czasach, na początku wojny rosyjsko-ukraińskiej, kryzysu na Bliskim Wschodzie. W apostolacie społecznympracujeszpo raz pierwszyw takim wymiarze.Myślisz, że JRS w Polsce jest potrzebny?
– Myślę, że jest potrzebny i że to połączenie duchowości z konkretną formą pomocy jest bardzo dobrym narzędziem, ponieważ stawiamy na wrażliwość na drugiego człowieka. Do naszego biura przychodzą bardzo często osoby, które słabo lub źle zostały potraktowane w różnych innych instytucjach i ze zdziwieniem odkrywają, że są uszanowane, a ich godność ludzka zostaje wręcz doceniona. Rozpoznajemy ich jako naszych braci, nasze siostry, niezależnie od wyznania, koloru skóry czy języka. I to jest element, który nas wyróżnia.
Drugą specyfiką jest praca nie z tłumami, ale z małymi grupami osób, którym możemy pomagać dość dogłębnie i regularnie. W czasie ostatniego spotkania europejskich oddziałów JRS w Hiszpanii, to dokładnie to samo słyszałem z ust osób, które pracują w tamtejszym odpowiedniku jezuickiej służby uchodźcom. Taka bliskość ma nieocenioną wartość.
– A co JRS może wnieść do polskiego Kościoła razem z całym zasobem duchowości, pedagogiki, wartości, do których się odnosi?
– Wydaje mi się, że trzeba tu zrobić pewne rozróżnienie między duchowością a religijnością. Religijność, czyli to wszystko, co składa się na zewnętrzne akty oddawania czci Bogu, tj. Modlitwy czy spotkania, to są ważne elementy, ale głębia znajduje się w duchowości. Ta ostatnia sięga do korzeni człowieka, który chce mieć relacje z Chrystusem. Oznacza to tyle, że chcę mieć relacje z każdym innym człowiekiem i w każdym innym człowieku odnaleźć Chrystusa. Do samej religijności, do samego chodzenia do Kościoła ta duchowość nie jest koniecznie potrzebna. Osobista więź z Chrystusem jest jądrem duchowości człowieka, jego tożsamości wręcz. Dzisiaj mamy wielki głód tej duchowości. Świadczyć o tym może fakt, że we Francji powstał film o Najświętszym Sercu Pana Jezusa i cieszy się ogromnym zainteresowaniem. W Polsce na jego seanse są dostawiane krzesła w salach kinowych, żeby ludzie mogli obejrzeć ten film. Pokazuje to wielki głód duchowości, pewnej tożsamości. Słyszymy ciągle, że we Francji, w Stanach Zjednoczonych coraz więcej osób przyjmuje chrzty, przychodzi do Kościoła. Myślę też, że doświadczenie naszej parafii na ul. Rakowieckiej, gdzie również pomagam od czasu do czasu, a konkretnie duże kolejki osób do spowiedzi pokazuje jakiś wielki głód.


– Jakie to może mieć znaczenie dla apostolatu społecznego i pracy z JRS?
– To jest właśnie przede wszystkim podkreślenie wartości, godności, szacunku drugiej osoby i potraktowanie jej w sposób osobowy, a nie przedmiotowy. To, co przywożę z ostatniego spotkania JRS w Hiszpanii, to chociażby obraz wspólnota domu prowincjalnego. Po pierwsze, dom ten znajduje się w bardzo zwykłej, prostej, żeby nie powiedzieć ubogiej dzielnicy Madrytu. Po drugie, sam dom prowincjalny również taki jest, a po trzecie: we wspólnocie tej mieszka trzech migrantów. Jest to trend coraz częściej spotykany nie tylko wśród jezuitów, ale wśród wielu różnych innych zgromadzeń w Hiszpanii.
– Jest to inny obraz Kościoła od tego, który znamy w Polsce?
– Tak, jest zupełnie inny dlatego, że sektor społeczny w prowincji hiszpańskiej jest jednym z najważniejszych obszarów działań. Został on dwadzieścia parę lat temu dobrze przemyślany, przygotowany i wprowadzony w życie. Wyraża się to chociażby w kilkunastu jezuickich organizacjach społecznych, które współpracują ze sobą, uzupełniają się .
– Czy myślisz, że jezuici mają coś jeszcze do powiedzenia w Polsce w szeroko pojętym sektorze społecznym? Czy ciągle stawiamy czoła wyzwaniom społecznym?
– Te zagadnienia muszą pozostać naszym wyzwaniem! Nigdy nie mogą zostać umniejszone i nie wyobrażam sobie sytuacji, że postawimy głównie na Ćwiczenia Duchowe w domach rekolekcyjnych czy pracę w szkołach, czy na naszych uczelniach i parafiach, zapominając o najuboższych. To z nimi najbardziej utożsamiał się Chrystus. Jeśli o nich zapomnimy, to po prostu zaprzeczymy naszej tożsamości, naszej misji. Warto przypomnieć słowa Ignacego, który mówił, że jeśli mamy cokolwiek zmieniać czy zaostrzać, to właśnie nasze ubóstwo.
– Jesteś także członkiem komisji w Episkopacie, Radzie ds. Migrantów i Uchodźców, której przewodzi biskup Zadarko. Jakie wyzwania widzi Episkopat Polski w związku z tą bardzo dynamiczną, zmieniającą się w czasie ostatnich lat sytuacją kulturową i narodowościową w Polsce?
– Myślę, że komisja, która składa się z bardzo dobrych ekspertów, osób świeckich, różnych specjalności, ale też z ogromnym doświadczeniem własnym i wiedzą, ma bardzo duży potencjał. Pierwszą jej misją jest przede wszystkim uczulanie czy uwrażliwianie samej grupy Episkopatu na sprawy społeczne, które pogłębiają się w Polsce ze względu na sytuację globalną, światową. Bardzo ważna jest nasza, kościelna obecność wśród migrantów i uchodźców, nie na zasadzie nawracania ich czy wtłaczania w ramy duszpasterskie, które mamy w Polsce, ale na zasadzie otwarcia na nich, zobaczenia, co oni też mogą w nasze realia wnieść i jak możemy ich uszanować, przyjąć, zrozumieć, towarzyszyć. I zdaje się, że to chyba najpierw my, Polacy, chrześcijanie potrzebujemy pewnego nawrócenia, żeby to się mogło dziać.

– Powiedz proszę, patrząc na doświadczenie też duchowe, jak możemy konstruktywnie przeżywać tą nową sytuację, w której nasze społeczeństwo, my, Kościół Polski się znajduje?
– Nie ma tutaj łatwych odpowiedzi. Pierwsze do czego zachęcam, to próba podęcia konstruktywnego dialogu. Ważne, by próbować zrozumieć zaistniałą sytuację i zachować w sercu szacunek dla każdego człowieka w duchu Ewangelii. „Byłem głodny, a nakarmiliście mnie, byłem spragniony, daliście mi pić”, itd. Z tego przecież będziemy głównie sądzeni na końcu czasów. Myślę, że Kościół ma też bardzo długą tradycję rozeznawania duchowego, tradycję dialogu, pewnej kultury chrześcijańskiej. Z tych narzędzi można korzystać, aby szukać rozwiązań dla sytuacji, w której się znajdujemy. Kościół w swojej historii ma przecież doświadczenie podobnych sytuacji: bardzo multikulturowej, międzynarodowej, dużej wymiany ludzi. Rzeczywiście na naszych ulicach, na naszych oczach ten krajobraz się bardzo zmienia.
Ale myślę, że to jest też po prostu dla nas wezwanie, do naszego nawrócenia, do zmiany naszego myślenia, do przypomnienia sobie o wartościach takich jak solidarność, gościnność czy szacunek. Przypomnienia sobie też naszej historii: my także znaleźliśmy się kiedyś w podobnym momencie, na życiowym zakręcie naszej historii, kiedy potrzebowaliśmy pomocy w latach 80-tych, 90-tych, kiedy ogromne rzesze Polaków wyjeżdżały do Niemiec, Austrii, Francji, Stanów Zjednoczonych, Szwecji itd.
– Dzisiaj JRS w Polsce współtworzy kilkadziesiąt osób. Do tego grona należą najbliżsi współpracownicy, wolontariusze, sympatycy. Czego chciałbyś życzyć JRS-owi Polska?
– Myślę, że zachowania wrażliwości na drugiego człowieka. JRS Polska jest może w o tyle trudnej sytuacji, ale jest to też jakieś wyzwanie i szansa, bo jesteśmy chyba jedną z nielicznych organizacji typowo chrześcijańskich, a jednocześnie działających w sektorze społecznym. I czasem rzeczywiście spotykamy się z jakimiś złymi słowami ludzi, którzy nie rozumieją charakteru naszej pracy i tego, co robimy. Chciałbym życzyć swojemu zespołowi przede wszystkim odwagi i wiary w to, że ma to sens. Zresztą, ten sens widzimy na co dzień, kiedy okazuje się, że pojawia się uśmiech na twarzach ludzi, którzy stracili nadzieję, gdy pojawiają się dokumenty, na które czeka się kilka lat, gdy pojawia się mieszkanie socjalne, do którego można się w końcu wprowadzić i próbować unormować, znormalizować swoje życie, zacząć je od początku, czy chociażby gdy słyszymy kilka słów wypowiedzianych w języku polskim i mamy świadomość ile wysiłku, ile trudu kryje się za tym, żeby móc te słowa wypowiedzieć przez kogoś, kto pochodzi z zupełnie innej kultury, z innego kontynentu.
o. Dariusz Michalski SJ – Dyrektor Programowy JRS Polska, rekolekcjonista, spowiednik i kierownik duchowy. Pracował m.in. w domach rekolekcyjnych w Warszawie-Falenicy i w Gdyni. Był asystentem Wspólnoty Życia Chrześcijańskiego. Publicysta, autor książek z zakresu duchowości. Autor bloga chwila-jezuici.pl
