28 lutego 2026 USA i Izrael rozpoczęły wojnę przeciwko Iranowi. Według oficjalnych i niezależnych źródeł w wyniku ataków zginęło już około 1300 irańskich cywilów, 3,2 mln osób zostało tymczasowo przesiedlonych, a prawie 22 tys. budynków cywilnych zostało uszkodzonych.
Od samego początku jesteśmy świadkami cywilnych ofiar: zabitych i rannych jak np. uczennic, które poniosły śmierć w budynku szkoły, który został omyłkowo zbombardowany przez amerykańskie wojsko. Również po stronie amerykańsko-izraelskiej pojawiły się (choć mniej liczne) ofiary (1). Jednocześnie Izrael prowadzi od początku marca operacje wojskowe w Libanie w związku z tym, że siedzibę w tym kraju ma Hezbollah, organizacja zbrojna wspierająca Iran. W niedzielę libańskie ministerstwo zdrowia podało, że od 2 marca w izraelskich atakach zginęło 850 osób, wśród nich 107 dzieci. Rannych jest 2105 osób (2). Izraelska armia nakazała mieszkańcom opuszczenie południa Libanu, obejmującego około 25 procent kraju. Różne źródła mówią o 0.8 do 1 mln osób, które uciekając przed wojną przemieściły się wewnątrz tego 4,5 milionowego kraju. JRS od początku aktywnie włącza się w pomoc tym osobom (3).
W ostatnich dniach papież Leon XIV zwrócił się bezpośrednio do odpowiedzialnych za prowadzenie działań militarnych: „w imię chrześcijan z Bliskiego Wschodu i wszystkich kobiet oraz mężczyzn dobrej woli zwracam się do rządzących w tym konflikcie: przerwijcie ogień, niech otwarte zostaną drogi dialogu”. W tym apelu wybrzmiewa kluczowa intuicja katolickiej nauki społecznej: przemoc, w tym wojna, może zdobyć przewagę militarną, ale nie potrafi zbudować sprawiedliwości ani prawdziwego pojednania.
Leon XIV ostrzega, że „przemoc nigdy nie będzie mogła doprowadzić do sprawiedliwości, stabilności i pokoju, którego oczekują narody”. To bardzo konkretne kryterium oceny toczącej się wojny. Jeśli skutkiem operacji zbrojnych są kolejne ofiary cywilne, zniszczone szkoły i szpitale oraz ludzie zmuszeni do opuszczenia swoich domów, to nie jest to droga do „bezpieczeństwa”, ale do zaostrzenia konfliktu. Dziś analitycy mówią raczej o „widmie kryzysu migracyjnego” niż o dokonanym fakcie, ale sama możliwość kolejnej masowej ucieczki z Bliskiego Wschodu pokazuje, jak głęboko wojna rani cały region.
W swoim orędziu na Światowy Dzień Pokoju papież nazwał chrześcijańską wizję pokoju „pokojem nieuzbrojonym i rozbrajającym”(4). Pokój Chrystusa, mówi Leon XIV, jest pokojem „pokornym i wytrwałym”, który „opiera się przemocy i ją pokonuje”. Nie wynika z przewagi militarnej ani z lęku, jaki budzi broń, ale z nawrócenia serca, z gotowości do przebaczenia, z odwagi szukania sprawiedliwych, choć trudnych kompromisów. „Pokój ma tchnienie wieczności – podczas gdy w stronę zła woła się: ‘dość’, pokojowi szepcze się: ‘na zawsze’” – pisze papież, zachęcając, by nie traktować pokoju jako naiwnej utopii, ale jako wymagające zadanie dla sumienia i polityki. Bo pokój nie jest naiwnością. Jest najtrudniejszą i najważniejszą pracą, jaką ludzkość ma przed sobą do wykonania.
Ta perspektywa wprost dotyka losu uchodźców i migrantów. Leon XIV zauważa, że „nie będzie pokoju, jeśli nie położy się kresu wojnie, jaką ludzkość prowadzi przeciwko samej sobie, gdy odrzuca słabych, wyklucza ubogich i pozostaje obojętna wobec uchodźców i uciśnionych”. Wojna nie kończy się na linii frontu. Trwa także wtedy, gdy społeczeństwa zamykają serca i granice przed tymi, którzy uciekają przed przemocą, lub tymi, którzy być może za chwilę będą musieli uciekać. Zamknięcie się na ich dramat sprawia, że konflikt zbrojny przeradza się w długotrwały kryzys humanitarny i moralny.
Żaden z konfliktów bliskowschodnich ostatnich dekad nie zakończył się trwałym pokojem przez użycie siły. Każda interwencja zbrojna tworzyła nowych uchodźców, nowe traumy, nowe powody do zemsty. Dziś w regionie, którego dotyczy obecna eskalacja, żyją miliony osób — muzułmanie, chrześcijanie, Żydzi, Beduini, Kurdowie — których codzienność zostaje spustoszona przez decyzje tych, którzy sami są bezpieczni. Ponadto przewiduje się, że Iran prawdopodobnie dotknie ogromny kryzys żywnościowy. Możliwa jest wielka klęska humanitarna oraz wielkie problemy ekonomiczne. A dojdzie do tego zapewne izolacja Iranu, jako państwa atakującego inne kraje w regionie (5).
Nie mówmy sobie: ta wojna jest daleko i mnie nie dotyczy. Przeżywając okres Wielkiego Postu zapytajmy się o stan naszych własnych serc. Czy przypadkiem sami nie toczymy jakichś wojen przeciwko tym, którzy są wokół nas. Możemy przezwyciężać wrogość i niechęć wobec drugiego człowieka budując sieci solidarności, współpracując z ludźmi dobrej woli innych wyznań i niewierzącymi, pokazując, że możliwa jest „najcichsza rewolucja”: rewolucja miłosierdzia, która krok po kroku zmienia serca i relacje społeczne. Nie mamy wpływu na decyzje sztabów, ale możemy – jako osoby wierzące i ludzie dobrej woli – przerwać ogień pogardy w naszych sercach, przerwać ogień obojętności w naszych społeczeństwach, przerwać ogień lęku przed uchodźcami, którzy są wokół nas. Właśnie w ten sposób zaczyna się pokój nieuzbrojony i rozbrajający.
Przypomnijmy na koniec intencję Papieża Leona XIV, który przygotowując intencje jeszcze w 2025 roku, na marzec 2026 dla całej wspólnoty Kościoła prosi: Módlmy się, aby narody dążyły do skutecznego rozbrojenia, zwłaszcza nuklearnego i aby światowi przywódcy wybierali drogę dialogu i dyplomacji zamiast przemocy.
Oprac. Dariusz Michalski SJ
Przypisy (linki odwiedzono 17.03.2026)
3. https://jrs.net/en/news/supporting-displaced-families-amid-escalating-violence-in-lebanon/
5. https://tvn24.pl/polska/wojna-na-bliskim-wschodzie-co-czeka-iran-spektakularna-kleska-st8951397
