Osiemdziesiąt sześć lat. Wojna za oknem, walizka spakowana w pośpiechu, obcy kraj. Pan Mychajło nie prosił o wiele – tylko o dach, spokój i lekarza. Dostał PESEL, poczucie bezpieczeństwa i nadzieję, że może tu po prostu dożyć swoich dni w godności. A potem nadszedł marzec 2026 roku.
Rządzący w Polsce nie zdecydowali się naprzedłużenie obowiązywania tzw. Specustawy ukraińskiej, wprowadzając nową o tzw. Wygaszaniu pomocy i z dnia na dzień zmieniając zasady życia dla blisko miliona osób z Ukrainy (w tym ok. 350 tys. dzieci i nastolatków oraz 70 tys. seniorów). Dla wielu 5 marca 2026 r. to tylko termin w kalendarzu. Dla nich koniec bezpieczniejszego świata. System pomocy skurczył się tak bardzo, że wypadli z niego właśnie ci, którzy nigdy nie protestują i o nic nie proszą, choć sami najbardziej potrzebują pomocy. To nie tylko kwestia braku dopłat do czynszu. To kwestia prawa do godności. Pan Mychajło niestety przekonał się o tym boleśnie.
Pułapka na starość
Pan Mychajło (imię zmienione) przyjechał do Polski z Ukrainy jesienią 2025 roku. Był schorowanym emerytem, pod kontrolą lekarską. Wojna zmusiła go jednak do wyjazdu z Ukrainy. W Polsce otrzymał status PESEL UKR, który dawał mu poczucie bezpieczeństwa. Wszystko pękło 5 marca 2026 wraz z wejściem nowych przepisów. Z dnia na dzień, choć jego status pobytowy się nie zmienił (nadal korzysta z ochrony czasowej) Pan Mychajło stracił prawo do bezpłatnej opieki zdrowotnej.
Gdy trafił do szpitala z pilną potrzebą operacji, po jednej nocy otrzymał rachunek: 2 900 zł. Dla 86-letniego uchodźcy to kwota astronomiczna. Rozpoczęła się biurokratyczna droga przez mękę. Dwa banki odmówiły otwarcia konta, by mógł przelewać ukraińską emeryturę. NFZ, żeby objąć go dobrowolnym, płatnym 830 zł. miesięcznie ubezpieczeniem domagał się karty pobytu, choć potem okazało się, że przepisy o świadczeniach zdrowotnych jednak tego nie wymagały. Gdy w końcu NFZ zgodził się zawrzeć z nim umowę na ubezpieczenie dobrowolne, uzależnił to od wniesienia jednorazowej opłaty dodatkowej w wysokości ponad 18 000 tys. złotych. Czas, kiedy pan Mychajło mieszkał w innym kraju, a potem korzystał ze świadczeń medycznych na podstawie ustawy traktuje bowiem jako „przerwę w ubezpieczeniu powyżej 10 lat”. Czy w tej sytuacji nie jest możliwa inna interpretacja?
To nie była przerwa z winy pana Mychajły. To była wyrwa w systemie, którą sprawiło wejście nowych przepisów. Co więcej, od marca osoby ze statusem UKR straciły prawo do ubezpieczenia przez Ośrodki Pomocy Społecznej. Polski obywatel w takiej sytuacji zostałby ubezpieczony przez gminę. Pan Mychajło został sam. Córka, która osiadła na Zachodzie, chciałaby zabrać ojca do siebie, ale programy humanitarne dla obywateli Ukrainy i tam dobiegły końca
Solidarność to nie sprint, to maraton
Luty 2022 roku. Kanapki na dworcach, termosy z herbatą i gorącą zupą, otwarte drzwi polskich domów i mieszkań. Dla polskiego społeczeństwa był to „moment przemienienia”. Można było wtedy odczuć, że jako wspólnota Polacy są zdolni do rzeczy naprawdę wielkich. Dziś, w 2026 roku, społeczeństwo wydaje się być zmęczone. Statystyki mówią o wzroście niechęci do cudzoziemców sięgającym 40%. Czy solidarność ma jednak termin ważności?
W polskiej tradycji powiedzenie „gość w dom, Bóg w dom” to nie tylko przysłowie, to świętość. Jezus mówi: „Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie”. To nie był warunek obowiązujący tylko do momentu zmiany ustawy. Pan Mychajło, stojący przed wyborem: leczyć się, zadłużyć czy umrzeć bez resztek godności, pozostaje sprawdzianem sumienia polskiego społeczeństwa. Bo sumienie ma każdy – niezależnie od światopoglądu i wyznawanej wiary.
Czy Polaków stać na obojętność?
Często można usłyszeć, że „budżet dłużej nie wytrzyma wspierania Ukraińców”. To półprawda. Ukraińcy w Polsce pracują, płacą podatki, budują nasze PKB, wnosząc do budżetu więcej niż pobierają. W dobie demograficznego kryzysu są dla nas szansą, a nie obciążeniem. Problem nie leży tylko w pieniądzach, lecz w tym czy potrafimy pozostać ludźmi z sercem. Niektóre państwa w Europie inwestują miliardy w integrację, dofinansowują naukę języka, tworzą systemowe rozwiązania. W Polsce ten ciężar przerzucony został niemal w całości na fundacje, organizacje pozarządowe, wspólnoty wyznaniowe, które same muszą szukać środków na niesioną pomoc. Problem sam się nie rozwiąże. Tysiące osób takich jak pan Mychajło po cichu i z goryczą opuszczą Polskę lub znikną w cieniu biedy i bezdomności. Udawanie, że nic się nie dzieje, nie jest rozwiązaniem.
Co można zrobić? Zacząć od swojego progu
Państwo musi naprawiać błędy, które spychają najsłabszych w niebyt. To obowiązek polityków. Ale życie nie toczy się w Sejmie, toczy się na naszych klatkach schodowych, przy urzędowych okienkach, w codziennych rozmowach. O jakiej Polsce XXI wieku marzą Polacy? Czy w tej wizji mieści się jedynie sprawnie rozwijająca się gospodarka? Czy także, a może przede wszystkim, rozwijające się człowieczeństwo, solidarność, zwykła ludzka przyzwoitość?
Siłą polskiego społeczeństwa zawsze była otwartość. Obok siebie współistnieli Żydzi, Tatarzy, Ormianie, prawosławni, protestanci, katolicy. Nie zawsze było to proste, ale było możliwe. Będzie czymś bardzo tragicznym, jeśli 2026 r. zostanie zapamiętany jako czas, w którym Polacy zamknęli serca ze zmęczenia. Nie trzeba zabijać drzwi gwoździami z lęku przed innymi. Można budować Polskę, która będzie domem i przystanią nadziei, bo każdy gest dobra wraca. Każda życzliwość nie tylko pomaga tym, którzy jej potrzebują, ale ratuje także tych, którzy podają pomocną dłoń. Daje nadzieję na dobrą, wspólną przyszłość, w którą wciąż, wbrew wszystkiemu, warto wierzyć.

Dariusz Michalski SJ
Dyrektor Programowy
