6 czerwca dzięki naszej niezawodnej muzealnej opiekunce Ewie Frąckowiak liczna grupa uchodźców z Ukrainy, Białorusi oraz z innych krajów mogła wziąć udział w wyjątkowej lekcji w ogrodach wilanowskich. Tego dnia pogoda postanowiła być dla nas przychylna. Było słonecznie, ale nie upalnie, czyli dokładnie tak, jak trzeba, żeby spacer po ogrodzie był przyjemnością, a nie próbą przetrwania.
„Ducere sollicitae quam iucunda oblivia vitae”
„Spędźcie tu miłe chwile, zapominając o pełnym trosk życiu”
Ten cytat z Horacego brzmi tak, jakby został napisany specjalnie dla ogrodów wilanowskich. Bo trudno o lepsze zaproszenie do miejsca, w którym historia, natura i piękno spotykają się tak harmonijnie, że człowiek naprawdę może choć na chwilę zapomnieć o codziennych troskach.
Naszym przewodnikiem był dr Jacek Kuśmierski, który z ogromną wiedzą i lekkością opowiadał o historii, kompozycji i roślinności tego niezwykłego miejsca. A historia Wilanowa zaczyna się naprawdę dawno temu, bo aż w 1677 roku, kiedy król Jan III Sobieski nabył dobra zwane Milanowem. Z czasem miejsce to otrzymało nazwę Villa Nova, a później, już po spolszczeniu, stało się znanym nam dziś Wilanowem.



Spacerowaliśmy niespiesznie alejami ogrodu, podziwiając solitery, sztafaże, klomby i całą tę zieloną królewską elegancję. Po drodze dowiedzieliśmy się między innymi, że peonia symbolizuje bogactwo, zdrowie i radość. Lawenda i rozmaryn kojarzone są z królewską wspaniałością, tulipan oznacza sławę, a róże… No cóż, róże jak zawsze nie zawodzą, są symbolem szczęścia i miłości. Trudno się z nimi nie zgodzić.
Po zakończeniu lekcji nikt nie miał szczególnej ochoty opuszczać tą bajkową przestrzeń. Ptaki śpiewały, kwiaty pachniały, ochładzał nas delikatny wiatr, a ogród robił to, co ogrody potrafią najlepiej – koił, uspokajał i przypominał, że piękno też bywa formą odpoczynku.
Dla osób, które na co dzień niosą ciężar przymusowej migracji, niepewności i wielu trosk, takie chwile mają szczególne znaczenie. To nie była tylko lekcja o historii i roślinach. To był czas wspólnego zachwytu, oddechu i spokojnej obecności.
A Wilanów? Wilanów tego dnia naprawdę zatańczył kwiatami…

Marta Pazdej









